Ostatni raz mieliśmy okazję rozmawiać w 2005 r. Napisałem wówczas dość obszerny artykuł o firmie Izolex. Co się zmieniło w Państwa firmie od tamtego czasu?
W ciągu tych lat wciąż odnotowywaliśmy dynamiczny rozwój. Zwiększyliśmy stan zatrudnienia – obecnie w naszej firmie pracuje ok. 50 osób. Wciąż rozbudowujemy działy sprzedaży i doradztwa technicznego.
Rozwój dotyczy wszystkich wyrobów, jakie oferujemy. W ciągu tych 4 lat nasz asortyment może nie zwiększył się w sposób kolosalny, ale ciągle wprowadzamy do oferty nowe wyroby. Przykładem może być chociażby wprowadzenie na rynek w tym roku dwuskładnikowej zaprawy hydroizolacyjnej Cemizol HSR o bardzo dobrych parametrach chemicznych. Zależało nam, aby zaprawa ta mogła być stosowana w najbardziej wymagających inwestycjach. Mam tu na myśli mosty, wiadukty, oczyszczalnie ścieków czy też obiekty budownictwa morskiego.
Początkowo chcieliśmy poszerzyć w tym roku ofertę o ok. 12 nowych produktów, jednak ze względu na sytuację na rynku zdecydowaliśmy się przesunąć w czasie wprowadzenie tych nowych wyrobów. Dzisiaj uważamy, że jednak trzeba było to zrobić, ponieważ nie sprawdziły się czarne scenariusze dotyczące sytuacji w branży budowlanej.
Jeśli chodzi o sytuację naszej firmy w tym roku, to odnotowujemy wzrost. Pewien spadek nastąpił jedynie w lutym, ale tylko ze względu na dość ostrą zimę, której nie było w latach ubiegłych. Udało nam się jednak z nawiązką wyrównać straty z początku roku.
Z tego, co Pan mówi, wynika, że firma ma się dobrze i nie odczuwa skutków światowego kryzysu.
Na razie wszystko dobrze się układa. Nasze wątpliwości dotyczą prognoz na przyszły rok, ponieważ różne instytucje przewidują ciężki okres ze względu na mniejszą liczbę wydawanych obecnie pozwoleń na budowę. Z drugiej strony we wznoszonych teraz budynkach również niezbędne jest wykonanie hydroizolacji, dlatego liczymy na to, że sytuacja dla nas ułoży się pomyślnie.
A tak na marginesie: pod koniec ubiegłego roku mówiono, że r. 2009 będzie bardzo zły, tymczasem prognozy się nie sprawdziły. Dlatego z pewną rezerwą podchodzimy do tych wszystkich przewidywań.
Zresztą, wydaje mi się, że branża budowlana przeżywała w ostatnim dziesięcioleciu gorsze momenty od tego, z czym mamy do czynienia dzisiaj. Lata 2000 i 2001 były dużo trudniejsze – ówczesny kryzys miał głębszy wymiar i wiele firm przestało wówczas istnieć. W tej chwili nic takiego się nie dzieje.
Uważa Pan, że doświadczenia z tamtych trudnych lat dały firmom budowlanym wiedzę, jak sobie radzić w ciężkich czasach?
Myślę, że chodzi o coś innego. Uważam, że my, Polacy, inaczej podchodzimy do kwestii zarządzania firmą. Firmy z Europy Zachodniej miały takie podejście kilkadziesiąt lat temu, lecz to się w ciągu wielu lat zmieniło. My wiemy, że kiedy jest źle, trzeba przycisnąć i jeszcze intensywniej pracować. Długo się zastanawiamy, zanim wydamy każdą złotówkę. Nawet gdy sytuacja na rynku jest dobra, nie spoczywamy na laurach, lecz podejmujemy określone działania, np. w postaci konkretnych inwestycji.
Ostatnio chciałem sprowadzić pewne surowce z Niemiec i ku mojemu zaskoczeniu napotkałem na liczne przeszkody. W końcu zadałem jednej osobie pytanie, czy w Niemczech jest kryzys, ponieważ z rozmowy wynikało, że drugiej stronie nie zależy na tym, aby coś mi sprzedać. W odpowiedzi usłyszałem, że oni o nic się nie martwią, bo otrzymują dofinansowanie, a więc dba o nich państwo. W moim przekonaniu jest to brak odpowiedzialności za całą firmę. Dla nas jest to nie do pomyślenia, by kiedy jest źle, traktować klienta z góry.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w krajach nadbałtyckich. Cyklicznie odwiedzamy tam naszych partner ów i obserwujemy, jak w tych państwach np. pobudowano drogi, a społeczeństwo zaczęło kupować drogie samochody. Tylu luksusowych marek nigdzie indziej nie widziałem. Jednak już kilka lat temu wiedziałem, że to się dla nich źle skończy, ponieważ nie należy tak szybko po przejściu na gospodarkę rynkową inwestować w dobra konsumpcyjne. Z mojego punktu widzenia te dobra powinny pojawić się na końcu jako efekt inwestycji, jakie się poczyniło. Niewiele się pomyliłem, ponieważ w tym momencie w krajach tych jest dramatyczna sytuacja ekonomiczna.
Jakich w takim razie dokonali Państwo inwestycji w ciągu czterech ostatnich lat?
Korzystając z dobrej koniunktury, kupiliśmy parę nowoczesnych urządzeń. Były to udane inwestycje, bo część z nich zwróciła się nam po roku, pomimo że koszty były wysokie. Zamontowaliśmy ponadto nową instalację grzewczą o mocy małej elektrowni. Postawiliśmy również nową halę magazynową o powierzchni ok. 1,2 tys. m2. W tym roku kupiliśmy także urządzenia do produkcji nowych wyrobów, które mieliśmy wprowadzić na rynek.
Jaka jest obecnie pozycja rynkowa firmy Izolex?
Nasza pozycja musi być mocna, ponieważ nawiązaliśmy w ostatnich latach współpracę z naprawdę dużymi firmami. Z naszych doświadczeń wynika, że tego typu firmy raczej się nie angażują do współpracy z firmami bez mocnej pozycji rynkowej. Inna sprawa, że działamy już od 16 lat, a to też o czymś świadczy.
Do niedawna kojarzyłem Państwa firmę z wyrobami chemii budowlanej, zresztą, pełna nazwa firmy brzmi: „Izolex – wyroby chemii budowlanej”. Tymczasem cała oferta Izoleksu to produkty z dziedziny hydroizolacji.
Ma pan rację. W rzeczywistości 100% naszej produkcji to hydroizolacje. Taka szeroka orientacja asortymentowa pozwala nam się rozwijać.
Który produkt najbardziej przyczynił się do tego, że dziś firma ma taką pozycję na rynku?
Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Kiedy zaczynaliśmy naszą działalność w 1993 r., do naszej oferty weszły bitumy rozpuszczalnikowe do stosowania przy gorszych warunkach pogodowych. Później wprowadziliśmy dwuskładnikowe zaprawy cementowo-polimerowe. Nasze budownictwo poznawało wówczas produkty tego typu, ale spora część fachowców znała te rozwiązania chociażby z rynku niemieckiego. I ta znajomość procentowała, bo produkty te bardzo dobrze przyjęły się na rynku. Z czasem do naszej oferty włączyliśmy płynną folię jednoskładnikową. Myślę więc, że każdy produkt z naszej oferty przyczynił się w mniejszym lub większym stopniu do tego, że dziś Izolex jest znaną marką na rynku.
W chwili obecnej działania firmy skoncentrowane są w dużej mierze na promocji nowego produktu Cemizol HSR.
Jest to specyficzny produkt. Badania przeprowadzone przez Instytut Techniki Budowlanej potwierdziły, że produkt ten charakteryzuje się doskonałą odpornością na wodę. Ochrona przed wnikaniem dwutlenku węgla czy ochrona zbrojenia są wręcz wzorowe. Porównywaliśmy Cemizol HSR z podobnymi wyrobami konkurencji i nie ukrywam, że nasz prezentuje się na tym tle rewelacyjnie. Chciałbym w tym miejscu podkreślić, że produkt ten powstał w naszym laboratorium.
W tej chwili jesteśmy w trakcie rozmów z partnerem ukraińskim dotyczących dostawy kilkunastu ton tego środka na jedną inwestycję. Gdyby się one powiodły i doszło do współpracy, zyskalibyśmy znakomite referencje.
A propos laboratorium: kilka lat temu prezentował mi Pan, jak powstają produkty pod marką Izolex. Czy wciąż ma Pan czas, aby prowadzić doświadczenia z nowymi wyrobami?
Trochę czasu rzeczywiście udaje mi się wygospodarować na prowadzenie prac w laboratorium. Organizacja firmy znajduje się już na takim poziomie, że nie muszę wszystkiego doglądać. Nie oznacza to, że nie obserwuję bieżącej działalności firmy, ale jest mi dużo łatwiej niż kiedyś. Jest to poniekąd zasługą wprowadzenia w 2005 r. w naszym zakładzie systemu zarządzania jakością ISO 9001.
Ważnym elementem działalności firmy Izolex jest eksport. Jak on dzisiaj wygląda? Zapewne odczuwają Państwo skutki kryzysu, tym bardziej że firma dość intensywnie działa na rynkach wschodnich.
Niestety, rynki te bardzo odczuły kryzys. Z naszych obserwacji wynika, że spadek eksportu wynosi 30–50%. Nie dotyczy to tylko nas, ale większości firm eksportujących swoje wyroby na Wschód. Istnieje jednak szansa, że do końca roku sytuacja się unormuje, ponieważ nawiązaliśmy nowe kontakty i liczymy na wymierne efekty.
W jakim kierunku z Pana punktu widzenia podąża branża hydroizolacyjna w zakresie oferowanych rozwiązań technicznych?
W tej branży nie ma ukierunkowania. Rządzą nią wyłącznie ekonomia i przyzwyczajenia klientów. Np. wyroby rozpuszczalnikowe mają ogromny zbyt, który wciąż rośnie, mimo że są wprowadzane inne, lepsze produkty. Czynnikiem, który może ten stan rzeczy zmienić, są przepisy nowelizowane ze względu na konieczność ochrony środowiska. Być może one przyniosą w jakiejś perspektywie pewne zmiany w branży.
Co uważa Pan za największe osiągnięcie firmy?
Chyba to, że począwszy od 1993 r., kiedy w ofercie mieliśmy jeden produkt, wciąż działamy na rynku. Pomimo ogromnej konkurencji udało nam się utrzymać i znacznie wzmocnić pozycję na rynku. Mało tego – dziś mamy naprawdę bogaty asortyment i cały czas się rozwijamy. Wciąż wprowadzamy nowe produkty do naszej oferty.
Nie da się ukryć, że jesteśmy na rynku rozpoznawalni. Obserwujemy to już od jakiegoś czasu. Warto przy tej okazji podkreślić, że do tej pory nie korzystaliśmy z żadnych form dofinansowania. Wszystko to, co zbudowaliśmy, to efekt naszej pracy i naszych ciężko wypracowanych środków.
Na zakończenie chciałbym zapytać o plany firmy na najbliższe miesiące.
Na pewno chcemy dokończyć inwestycje na terenie naszego zakładu. Zrobimy to po sezonie letnim, kiedy branża budowlana trochę wyhamowuje. Bardzo byśmy chcieli inwestować w eksport, ponieważ uważamy, że mimo trudnej sytuacji na rynkach wschodnich trzeba tam trzymać rękę na pulsie. Mamy nadzieję, że lada moment ta strategia przyniesie wymierne efekty.






